A może powrót do bloga?

Dawno, naprawdę dawno tu nic nie było.
Może przyszedł czas, by powrócić do bloga rowerowego?

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Rumunia 2016 – film

Zapraszam Państwa na film. A właściwie to teledysk z migawkami z Rumunii i Serbii.

Opublikowano Rumunia | Dodaj komentarz

Rumunia 2016 – fotorelacja

Zapraszam na zwięzłą fotorelację z tegorocznej wakacyjnej wyprawy do Rumunii.Przy zdjęciach i mapach są krótkie opisy w formie relacji z podróży. 
Ślady są pod tym linkiem.
 Przez 4 tygodnie objechałem Żelazną Bramę Dunaju, Transalpinę, Transylwanię, Transfogaraską, Bucegi, Bukowinę i Marmarosz. Trasa była ułożona tak, żeby było dużo gór i niekoniecznie asfaltowych dróg.
Wyprawa była bardzo udana – bez żadnych awarii, kontuzji, problemów żołądkowych a i pogoda była dobra, choć lipiec potrafi być kapryśny.
Mam jeszcze dużo materiału filmowego i niedużo czasu, żeby coś zmontować. Może zimą?…

Opublikowano Rumunia | 1 komentarz

Na Koniec Świata

Na koniec maja po Bożym Ciele udało mi się wyskoczyć na 4-dniową wycieczkę rowerową na trasie Kutno Łódź Zduńska WolaKoniec ŚwiataKalisz Konin Licheń Kutno.
Wyszło w sumie 460 km przy silnym wietrze i drobnych opadach. A przy okazji wpadło 37 nowych gmin.

Opublikowano krótka jazda | Dodaj komentarz

24-godzinna wycieczka na Grunwald

Mając do dyspozycji 24 godziny wolnego czasu, wymyśliłem wycieczkę na Pola Grunwaldu. Przy okazji zaliczyłem 12 nowych gmin do kolekcji i mam ich w sumie 631.
Pierwszego dnia przejechałem 106 km piękną trasą przez pagórki i między jeziorkami. Noc spędziłem w namiocie za wioską Rumian w Welskim Parku Krajobrazowym. Znalazłem idealną miejscówkę na skraju lasu, na miękkim jak dywan podłożu. Temperatura spadła do zera, ale ciepły śpiwór i ciepłe ubranie zapewniły mi komfort. To była namiastka biwakowego życia – bezchmurne gwiaździste niebo, rechot żab, pohukiwanie sowy, cisza, pustka, kuchenka, i gorąca kolacja.
Drugiego dnia rankiem zwiedziłem stare krzyżackie miasteczko Dąbrówno położone miedzy dwoma jeziorami. Po kilku kilometrach dotarłem do głównego celu, czyli na Pola Grunwaldu.
Droga powrotna była miła – w słońcu, z lekkim wiatrem bocznym i bez dużego ruchu samochodów.
W sumie wyszła trasa długości 233 km, piękne widoki i wspomnienia.

Wreszcie jakieś pagórki

Udana miejscówka noclegowa

Na Polach Grunwaldu
Opublikowano krótka jazda | Dodaj komentarz

Uparty Mazur i północne Mazowsze nad Wkrą

Wiosna już w pełni, więc po kilku krótkich wycieczkach przyszedł czas na dłuższą przejażdżkę. Jako główny cel podróży rowerowej wybrałem jedno z najstarszych drzew na Mazowszu, czyli 800-letni dąb Uparty Mazur we wsi Młock koło Ciechanowa. Przy okazji zaliczyłem też 4 nowe gminy i mam już ich na koncie 619. W sumie wyszło 155 km, co jest niezłym wyczynem jak na pierwszą wycieczkę po zimowej przerwie.
Dzień był słoneczny, ale chłodny. A wieczorem zachmurzyło się i nawet trochę pokropił deszcz. O tej porze roku przyroda budzi się do życia i jest naprawdę pięknie. W oczy bije świeża zieleń na polach i łąkach, a wiosenny nastrój poprawiają bociany. Rzeka Wkra pięknie wije się między kwitnącymi krzewami, ptaki śpiewają, kajakarze spływają. Cudownie.

Opublikowano krótka jazda | Dodaj komentarz

Serbia i Macedonia 2015 – fotorelacja

Pod tym linkiem można obejrzeć fotorelację z wakacyjnej samotnej wyprawy rowerowej do Serbii i Macedonii.

Opublikowano Balcanica, Macedonia, Serbia | Dodaj komentarz

Bałkańskie solo zakończone

2 782 kilometry
23 481 m podjazdów
6 krajów*
bez żadnej gumy, awarii, usterki, naprawy, wywrotki, choroby, kontuzji, skurczów, zakwasów, kryzysów, sraczki, deszczu, błądzenia, czy zgubienia mienia**.
Wspaniały czas, spotkani ludzie, widoki, zabytki, przyroda, zwierzęta.
Bogu niech będą dzięki.
Deo gratias.
——————-
* Polska, Słowacja, Węgry, Serbia, Bośnia i Hercegowina oraz Macedonia. A w zachodniej Macedonii było jak w Albanii.
** nie licząc zgubionych kilogramów


Opublikowano Balcanica, Macedonia | Dodaj komentarz

Majowa setka po kontuzji

Dokładnie miesiąc temu podczas gry w koszykówkę skręciłem sobie bardzo poważnie staw skokowy. 2 tygodnie miałem nogę usztywnioną i chodziłem o kulach. Po 3 tygodniach wsiadłem na rower i mogłem przejechać kilkanaście kilometrów. Stopniowo zwiększałem obciążenia, by dziś przejechać 101 km bez uszczerbku na zdrowiu.
Jestem kolekcjonerem gmin w ramach zabawy zaliczgmine.pl i mam już uzbierane 528 gmin.


Od jakiegoś czasu przed wycieczką układam trasę tak, żeby przy okazji zaliczyć jak najwięcej nowych gmin. Dziś udało się zrobić ponad 100 km i zaliczyć 5 nowych gmin: Świedziebnia, Górzno, Lubowidz, Żuromin i Lutocin. Cała wycieczka była bardzo miła. Zapraszam do przeczytania krótkiej relacji.

Pierwszomajowy poranek wita wszystkich słońcem, ale po chwili nadchodzą chmury i to jeszcze takie, co może z nich popadać. Wyruszam przed 9:00 ciepło ubrany, bo temperatura lekko przekracza 10 stopni. Pierwsze 50 km jedzie mi się świetnie, bo z wiatrem. Łykam kolejne odcinki drogi bez odpoczynków. Robię tylko krótkie postoje na zdjęcia i utrzymuję prędkość podróży powyżej 20 km/h. Ruch jest niewielki, ale też drogi wybieram boczne.

Siedziba gminy Skrwilno
Po przejechaniu 37 km, przed Świedziebnią, zaczynam czuć lekki ból w kontuzjowanej kostce, czyli znak na odpoczynek. Siedzę na przystanku i posilam się. Po kwadransie jadę dalej, planując dłuższy postój po 50 km, czyli w połowie trasy. Połowa wypada akurat po dojechaniu do Górzna. Robię kilka zdjęć na tle Jeziora Górzeńskiego, leżącego w Górznieńsko-Lidzbarskim Parku Krajobrazowym.

Jezioro Górznieńskie

Kościół bożogrobców w Górznie

Jezioro Młyńskie w Górznieńsko-Lidzbarskim Parku Krajobrazowym

Jezioro Wierzchownia

Jest przed 12:00, czyli trochę za wcześnie na obiad, zresztą nie znajduję żadnego lokalu gastronomicznego w mieście, więc jadę dalej. Odbijam na południe i zaczynam jechać pod wiatr, ale nie jest bardzo mocny, na szczęście. Na nieszczęście zaczyna padać deszcz. Ale jadę dalej i nie szukam schronienia. Krajobraz jest bardzo ładny, nie to samo, co płaskie Mazowsze.

Dawna granica prusko-rosyjska

Około 5 km trasa wiedzie przez las drogą terenową. Gdzieś po godzinie deszcz przestaje padać.

Faktycznie, było zimno.

W Syberii robię sobie zdjęcie przy tabliczce z nazwą wioski. Do wieczora fotka zyskuje mnóstwo lajków na facebooku. Za Pietrzykiem nadrabiam 3 km, żeby zaliczyć gminę Żuromin.

257. gmina zaliczona!

Ostatnie 25 km jadę spokojnym tempem, zatrzymując się tylko na szybkie zakupy w Lutocinie.
Na ostatnich kilometrach przed Sierpcem wychodzi słońce, ale temperatura nie wzrasta. Słaba ta majówka w tym roku.

http://www.gpsies.com/mapOnly.do?fileId=inuvulgcxcdmbiox

Opublikowano krótka jazda | Dodaj komentarz

BBE 2014 – relacja cz. 1 Chorwacja, Bośnia i Hercegowina

Zabrzmiał ostatni gwizdek mundialu 2014, czyli znak, że można zaczynać naszą bałkańską przygodę. 7 rowerów, załadowanych dzień wcześniej, czeka już na przyczepie, a my wsiadamy do busa. Przed północą wyruszamy z Zębu koło Zakopanego i po sprawnej nocnej podróży nad ranem jesteśmy w węgierskiej miejscowości Barcs, tuż przy granicy chorwackiej. Nakładamy sakwy na bagażniki i w pełnym słońcu ruszamy na południe.
Jest słonecznie, choć nie upalnie. W ciągu dnia pokonujemy pięć nietrudnych wzniesień. To dopiero wstęp i rozgrzewka przed bałkańskimi górami. Przejeżdżamy całą Chorwację i na wieczór jesteśmy w Bosanskiej Gradišce. Nocujemy w namiotach przy klasztorze sióstr Adoratorek Krwi Chrystusa. Rozmowy z siostrami uświadamiają mi, że całkiem sprawnie przez 2 tygodnie nauczyłem się podstawowych zwrotów po chorwacku. Przyda się na pewno w kolejnych dniach wyprawy. Już pierwszy nocleg jest zapowiedzią wielkiej gościnności mieszkańców Bałkanów, o czym przekonamy się przez kolejne tygodnie. Dzień kończymy Mszą św. razem z siostrami.
Rozpoczynamy wyprawę w dobrych humorach

Dzień 2. Bosanska Gradiška – Podmilačje 116 km
Po porannej Mszy św. o 7:00 i śniadaniu razem z siostrami wyjeżdżamy o 9:00. Najpierw jedziemy do miasta wymienić walutę. Przed bankiem zaczepia nas miejscowy chłopak, Verdan Panić. Okazuje się, że jest mechanikiem rowerowym i oferuje swoją pomoc w naprawieniu rowerów. Dopiero zaczynamy wyprawę, więc nie musimy korzystać. Tylko Marcin wymienia urwaną śrubę od bagażnika. Verdan daje nam na pożegnanie w prezencie tubę oleju do łańcucha.
Z Gradiški jedziemy do Banja Luki. Droga jest płaska, ale ruchliwa. Spotykamy parę rowerzystów z Krakowa, która jedzie do Grecji. Jeszcze kilka razy widzimy się tego dnia, a nawet mamy razem nocleg.
W Banja Luce po zwiedzaniu miasta jemy przepyszny tani obiad w barze – pljeskavicę. Od razu wszystkim pasuje bałkańska kuchnia. Na wyprawie będziemy często jadać w barach i restauracjach. Jedzenie jest wyśmienite i tanie.
Za Banja Luką kończą się płaskie tereny i wjeżdżamy do przepięknego kanionu rzeki Vrbas. Widoki są piękne, a samochodów mało. Niedługo za miastem kupujemy arbuza ze straganu przy drodze i zatrzymujemy się nad rzeką na podwieczorek. Po przejechaniu jednego większego podjazdu docieramy na nocleg w klasztorze franciszkanów w wiosce Podmilačje. Jest tam budowany kościół św. Jana Chrzciciela o ciekawej architekturze w stylu le Corbusiera. Śpimy razem z parą z Krakowa na dużej sali dla pielgrzymów. Mamy luksusy – łazienkę, kuchnię i prąd.
Kościół św. Jana w wiosce Podmilačje (fot. Stanisław)
Dzień 3. Podmilačje – Šujica 93 km
O 8:00 rano idziemy na Mszę św. do starego kościółka św. Jana Chrzciciela i od razu po Mszy jedziemy na Jajce. Zwiedzamy miasto i słynny wodospad. Za Jajcami robimy zakupy i jemy śniadanie na poboczu drogi w cieniu. Kolejny postój na melona i arbuza robimy nad rzeką w mieście Donji Vakuf. Leżymy w cieniu, bo jest upalnie. Po chwili jednak przychodzi obfity deszcz i chowamy się na opuszczonej budowie. Odbijamy od głównej drogi, by ominąć Bugojno po drodze do Kupres. Jedziemy ostro pod górę. Niestety Marcin z Wojtkiem wyskakują do przodu i jadą niewłaściwą drogą na sam szczyt. Nie odbierają telefonu i nie możemy im przekazać informacji, że muszą wracać. Chcąc nie chcąc, jedziemy za nimi, robiąc niepotrzebny stromy podjazd o przewyższeniu 400 metrów. Wjeżdżamy na sam szczyt, gdzie znajduje się Ajvatovica, największe miejsce pielgrzymkowe muzułmanów w Europie. Pod wiatą jemy obiad i odpoczywamy. Niestety, w dół nie ma już asfaltu i trzeba powoli zjeżdżać. Wojtek prowadzi rower, bo jego cieniutkie opony z pewnością nie wytrzymałyby takiej jazdy. Jedziemy 9 kilometrów szutrową drogą przez las, widząc po bokach tabliczki „Uwaga! Miny!”. Dojeżdżamy do głównej drogi, po której mamy jeszcze podjazd na 200 m przewyższenia. Na szczycie jest długi tunel i piękny zjazd szeroką szosą. Przejeżdżając przez Kupres, robimy szybkie zakupy i koło 20:00 dojeżdżamy do Šujicy, gdzie czeka na nas nocleg załatwiony u Josipa, miejscowego społecznika, z którym kontaktowałem się przez facebooka.
Śpimy znowu w klasztorze franciszkanów, na wspólnej sali na materacach. Przemiły gospodarz-proboszcz br. Mate Logara OFM podejmuje nas pyszną kolacją. Do późnej nocy rozmawiamy o trudnej sytuacji politycznej i społecznej w Bośni i Hercegowinie.
Wodospad w środku miasta Jajce
Dzień 3. Šujica – Široki Brijeg 123 km
Rano wstajemy na Mszę św w kaplicy i o 9:00 wyjeżdżamy. Dziś mamy dużo zjazdów przez cały dzień. Jedziemy do Tomislavgradu na zakupy. Za miastem jest duże centrum handlowe, gdzie łapiemy Wi-Fi i pierwszy raz na wyprawie mamy dostęp do internetu. Wrzucamy informacje i zdjęcia na stronę naszej wyprawy na Facebooku. Dalej pięknym zjazdem docieramy nad Buško Jezero. Miła starsza pani pokazuje nam, jak dojechać nad wodę. Robimy dłuższy odpoczynek na kąpiel i opalanie. Po przerwie jedziemy dalej. Na chwilę wjeżdżamy do Chorwacji i widokową trasą jedziemy wzdłuż Zelenego Jezera nad jeziora Czerwone i Niebieskie. Nad Jeziorem Czerwonym spotykamy turystów z Polski, którzy są zaszokowani naszą rowerową wyprawą. Za miastem Imotski wjeżdżamy z powrotem do Bośni i Hercegowiny. Na wieczór mamy długi podjazd i po zmroku dojeżdżamy na nocleg do klasztoru franciszkańskiego w Širokim Brijegu. Tego dnia nocujemy w namiotach tuż obok miejsca śmierci i pochówku 21 męczenników franciszkańskich zamordowanych przez partyzantów Tity w lutym 1945 r. Zimą tamtego roku, po pokonaniu niemieckich okupantów komuniści jugosławiańscy zabili w rejonie Mostaru i Širokiego Brijegu ponad 60 zakonników, w tym wielu nauczycieli i wychowawców. Obecnie trwa proces beatyfikacyjny Fra Leo Petrovića i 65 współbraci.
Jak każdego dnia na wyprawie z wielką gościnnością przyjmuje nas gwardian Fra Tomislav Puljić OFM. Korzystamy z łazienki i jemy kolację u gwardiana. Mimo późnej pory długo rozmawiamy o Bośni i Hercegowinie.
Buško Jezero
Dzień 4. Široki Brijeg – Medjugorje 73 km
Wyjeżdżamy wcześnie rano, bo dziś mamy dotrzeć do Medjugorje. O 6:00 rano jesteśmy już na rowerach. Oprócz Marcina, który jest spóźniony. Zjeżdżamy do miasta na zakupy, ale wszystkie sklepy są zamknięte. Dopiero o 6:30 kupujemy pieczywo, jemy śniadanie nad rzeką Lištica, sprawdzamy pocztę i internety i jedziemy do Mostaru. Przed miastem jest długi zjazd i piękny widok. Zwiedzamy Mostar i jemy lody przy słynnym starym moście. Za miastem zatrzymujemy się w cieniu na chwilę, by zjeść świeżego soczystego arbuza i melona. Dojeżdżamy do wywierzyska Blagaj i podziwiamy ten cud natury oraz klasztor derwiszów. W najmniej odpowiedniej porze, czyli w południe, rozpoczynamy męczący podjazd do Medjugorje. Jest ciężko z powodu słońca, ale dajemy radę. W Medjugorje jesteśmy wczesnym popołudniem. Tym razem mamy tani nocleg w eleganckim pensjonacie w 3 pokojach z łazienkami. Nie tylko warunki są komfortowe, ale przede wszystkim gospodarze bardzo życzliwi i mili. We dwójkę ze Staszkiem idziemy do sanktuarium Matki Bożej, a reszta grupy na odpoczynek. Pierwotnie planowałem iść na Križevac albo na miejsce objawień, ale jest za gorąco więc idę do kaplicy adoracji. O 19:00 uczestniczymy we Mszy św. W pensjonacie spotykamy Marzenę z Polski, która mieszka w Medjugorje od kilku tygodni i odbudowuje się duchowo. 
Mostar
Dzień 5. Medjugorje – Rivine 62 km
Po długim spaniu idziemy na Mszę św. o 10:00 w języku angielskim. Po Mszy mieliśmy wyjeżdżać, ale u mnie w tylnym kole zeszło powietrze i trzeba wymieniać dętkę. To był pierwszy i jedyny kapeć po wielu tysiącach kilometrów przejechanych na oponach Schwalbe. I wyglądało nie na przebicie, ale na małe przetarcie zużytej dętki. Po wyjechaniu z Medjugorje zatrzymujemy się na stacji benzynowej, by podpompować koła. Tam Marcin przypomina sobie, że zostawił w pensjonacie sporo pieniędzy w szufladzie. Jedziemy nad wodospady Kravice, a Marcin bez bagażu wraca do Medjugorje po zostawione pieniądze. Siedzimy długo nad wodą, od południa aż do 18:00. Potem jedziemy do Čapljiny, gdzie jemy kolację w restauracji i już po zmroku ruszamy dalej. Przejeżdżamy przez klimatyczne miasteczko Počitelj i dalej kierujemy się podjazdem w kierunku Stolaca. Przed starym cmentarzem w Radimlji odbijamy od głównej drogi do lasu i znajdujemy idealne, zasłonięte, odludne miejsce noclegowe. Jest ciepło i bezchmurnie, więc nie rozbijamy namiotów, ale pierwszy raz na wyprawie śpimy pod gołym niebem na trawie, czyli w hotelu tysiącgwiazdkowym.
Wodospady Kravice
Dzień 6. Rivine – Tuli 100 km
Po śniadaniu i, jak co dzień, długim czekaniu na wiadomo kogo ruszamy dalej pod górę. Na chwilę zatrzymujemy się przy stećakach w Radimilji, czyli średniowiecznych kamiennych nagrobkach, charakterystycznych dla Bośni i Hercegowiny. W Stolacu nabieramy zapas wody, bo dzień jest bardzo upalny. Po przejechaniu 35 km szukamy ocienionego miejsca z wodą, żeby przeczekać południowy skwar. W końcu jest niedziela, więc nie będziemy się tak męczyć. Znajdujemy idealne miejsce – prawosławną kapliczkę ze studnią i tam odpoczywamy w cieniu drzew. W kapliczce odprawiamy Mszę św., potem jemy obiad i leżakujemy. Kiedy upał jest odrobinę łagodniejszy, ruszamy dalej w dół. Po takim długim odpoczynku mamy sporo sił i jedziemy bez przerwy 45 km przez płaskie Popovo Polje aż do Monastyru Tvrdoš. Za kilka kilometrów jest miasto Trebinje. Robimy zakupy na kolację i śniadanie, jemy kolację i oglądamy piękny średniowieczny most Arslanagića z czasów tureckich. Pod wieczór, gdy już robi się ciemno, ruszamy na podjazd w kierunku granicy czarnogórskiej. Z każdym kolejnym podjechanym metrem widoki stają się coraz piękniejsze. Wszystko nabiera bajkowych barw w zachodzącym słońcu. Okolica jest bezludna, ze skąpą roślinnością, co jeszcze dodaje aury tajemniczości. Koło wioski Tuli skręcamy w boczną drogę i zatrzymujemy się na nocleg na polanie, znów pod gołym niebem na gołej ziemi bez namiotów.
Poranek na dzikim biwaku (fot. Kasia)
Opublikowano Balcanica, Chorwacja | Dodaj komentarz